piątek, 27 grudnia 2013

Młodzież jest DOBRA!

Jan Paweł II powiedział: „Młodzież i dzieci są przyszłością świata, są przyszłością narodu i Kościoła, są tą przyszłością oni, młodzi ludzie, ale są nią w oparciu o rodzinę, o szkołę, o Kościół, o naród, o cały naród.”


wtorek, 24 grudnia 2013

Niech Jezus narodzi się w sercu każdego z Was!

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
węzły, konflikty, powikłania.

By anioł podań każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
kładąc na serce pogmatwane,
jak na osiołka - kompres śniegu.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekając w swej kolejce,
a Matka Boska - cichych, ufnych -
jak ciepły pled wzięła na ręce.

ks. Jan Twardowski





 Moi Kochani!
Życzę Wam pokoju ducha, abyście umieli dostrzegać dobro w ludziach, błogosławieństwa Bożego, opieki Waszych Świętych Patronów. Życzę Wam także aby te święta były dla Was owocne, abyście jeszcze bardziej umocnili się w wierze. Aby przyjście na świat Jezusa było powodem do podjęcia refleksji nad swoim życiem i przyniosło ze sobą radość, nadzieję, miłość.
Niech Jezus narodzi się w sercu każdego z Was! :)



piątek, 20 grudnia 2013

Słowo dane od Pana

Wielokrotnie na blogu zachęcam Was do czytana Pisma Świętego. Dodaję na bloga jakieś fragmenty, lub piszę "Polecam przeczytać np. Łk24,17" mając nadzieję, że kogoś z Was zmotywuje to do otwarcia tej pięknej Księgi :)

Niedawno pisałam na mojej stronie o tym, że zrobiłam sobie wieczór ze Słowem Bożym.



czwartek, 19 grudnia 2013

Kilka absurdów wokół Bożego Narodzenia


* We Włoszech dyrektorka szkoły zabroniła w zeszłym roku organizowania bożonarodzeniowych jasełek, aby nie urazić uczuć religijnych dwóch uczniów muzułmanów i kilku uczniów wychowywanych przez rodziców ateistycznie. 

Święto gwiazdora, pierników, a może choinek i prezentów?

 W wielu domach trwają już przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Wszyscy nerwowo biegają od sklepu do sklepu, zastanawiają się co kupić "pod choinkę". W centrach handlowych aż roi się od choinek, gwiazdorów, kolorowych światełek. 


sobota, 14 grudnia 2013

Przepis na DOBRE ŚWIĘTA!

Składniki: 
50 dag modlitwy, 
1 kg wiary w Pana Jezusa,
 20 dag oczekiwania, 
20 dag radości, 
12 dag życzliwości, 
1 dag miłości oczyszczonej, 
2 łyżki ofiarności
Przepis: 
Modlitwę wymieszać z miłością oczyszczoną i wiarą, zrobić zagłębienie i wlać życzliwość. Zagnieść ciasto i rozwałkować na grubość około 3 mm. Wycinać kształty jakie kto potrafi i lubi. Ciastka piec w nagrzanym miłością, dobrocią i ciepłem piekarniku przez około 10 minut. Po paru dniach można je dowolnie ozdabiać dobrymi uczynkami.








środa, 13 listopada 2013

Ponad 100.000 wyświetleń bloga!

Chciałam bardzo Wam podziękować za to, że zaglądacie na mojego bloga i czytacie wpisy. Jestem ogromnie zaskoczona, że w ciągu niecałych dwóch miesięcy ponad 100 000 osób zajrzało na bloga! Mam nadzieję, że nadal będziecie czytali moje wpisy i komentowali je równie aktywnie jak do tej pory :) To dzięki Tobie Drogi CZYTELNIKU ta strona cały czas się rozwija. Gdyby nie Twoje zaangażowanie i dobre słowo nie osiągnęlibyśmy  tego sukcesu. Celowo użyłam liczby mnogiej, ponieważ tego bloga tworzę nie tylko ja ale także WSZYSCY czytelnicy :)
Jeszcze bardzo serdecznie dziękuję i polecam Was w modlitwie!

Chciałam jeszcze dodać, że jakiś czas temu na blogu pojawiła się Księga Gości i z tego co zauważyłam pojawił już się pierwszy wpis. Jeśli ktoś chce może się wpisać :)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Grzech jest CZADOWY!



Grzech jest to najprościej mówiąc odrzucenie miłości Boga, niewdzięczność wobec Stwórcy, rana zadana Kościołowi i krzywda, którą człowiek sam sobie wyrządza.  
Co to znaczy, że grzech jest czadowy?

niedziela, 10 listopada 2013

sobota, 9 listopada 2013

Mrożona ludzka ręka, tylko w naszym sklepie!

Istny horror! Kiedy jedna z czytelniczek mojego bloga przysłała mi zdjęcie, na którym widać ludzkie organy za sprzedaż, myślałam, że jest to jakiś żart. Zaczęłam szukać informacji o ludzkich kończynach w sklepie i niestety okazało się, że to prawda...



czwartek, 7 listopada 2013

Aborcja krok po kroku!

Momentami mam wrażenie, że zwolennicy aborcji to ludzie pozbawieni serca i wszelkich uczuć. Przeczytajcie sobie jaką burzę wywołał artykuł, w którym opisano jej przebieg.
Aborcja to bardzo poważny problem. Należy uświadamiać ludzi, że nie jest to zwykły zabieg, tylko MORDERSTWO! Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu. 
Udostępnij i uświadom znajomych! 
Tego narzędzia używa się do przedziurawienia i skruszenia główki dziecka

piątek, 1 listopada 2013

Zdobyć podpis



W mojej parafii rozpoczęły się przygotowania do sakramentu bierzmowania dlatego postanowiłam napisać coś na ten temat. W tym roku przystąpiłam do sakramentu bierzmowania, więc doskonale pamiętam jak wyglądają takie przygotowania. Trzeba zbierać podpisy po każdej Mszy Świętej
 po nabożeństwach (różaniec, droga krzyżowa, roraty itd) oraz pojawiać się regularnie na spotkaniach. Dla osoby, która chodzi do kościoła nie stanowi to żadnego problemu.

czwartek, 31 października 2013

Odpust




UDOSTĘPNIJ I PRZYPOMNIJ ZNAJOMYM! :)

1) Od 1 listopada g.12.00 do 2 listopada g. 24.00 we wszystkich kościołach oraz kaplicach można uzyskać odpust zupełny, który wolno ofiarować tylko jeden raz za jednego zmarłego za pobożne nawiedzenie kościoła oraz zmówienie modlitw Ojcze nasz i Wierzę w Boga.

2)  Każdego dnia od 1-go do 8-go listopada można dostąpić odpustu zupełnego dla zmarłych za nawiedzenie cmentarza i zmówienie tam modlitwy w intencji zmarłych.


Chyba nie muszę pisać, że należy w tych dniach przyjąć Komunię Świętą :)

poniedziałek, 21 października 2013

Hej, ja tu jestem! Zajrzyj do mnie!

Każdy  z Was kiedy przystępował do I Komunii Świętej, dostał Pismo Święte. Na początku byliście zaciekawieni i ochoczo wertowaliście kartki. Pewnie przeczytaliście parę linijek ale niewiele z tego rozumieliście. Minęło parę dni od uroczystości i owa Księga wylądowała gdzieś na półce i stoi tam pewnie do teraz w towarzystwie innych książek.

poniedziałek, 14 października 2013

Cierpliwość jest towarzyszem mądrości - Św. Augustyn

Dzisiaj obchodzimy Dzień Edukacji Narodowej! Z tej okazji wszystkim nauczycielom, uczniom i pracownikom szkół życzę wielu Łask Bożych, wytrwałości w realizacji postawionych sobie celów i uśmiechu na każdy dzień :)



sobota, 5 października 2013

Źródło informacji o propozycji aborcji mamie Karola Wojtyły

Skąd wiemy, że mamie Karola Wojtyły proponowano dokonać aborcji?

Dziennikarka Milena Kindziuk, która napisała książkę pt. „Matka Papieża” odpowiada na to pytanie:
– Są trzy źródła tej informacji – odpowiedziała.
Pierwsze to relacja sąsiadki Wojtyłów z Wadowic i przyjaciółki Emilii Janiny Kaczorowej, która został zamieszczona w książce, wydanej u początku pontyfikatu Jana Pawła II (to świadectwo podaje: R. A. Gajczak, Sercu najbliższe. Szkice z lat młodzieńczych Karola Wojtyły – Jana Pawła II, Kraków 1987, s. 25-27; R. A. Gajczak nagrał rozmowę z Janiną Kaczorową na ten temat w 1985 roku).
– Jakoś nie zostało to wówczas dostrzeżone w Polsce, chociaż to świadectwo stało się głośne w Italii, jak dowodzi książka włoska (L. Bergonzoni, Emilia Kaczorowska in Wojtyla. La mamma di Giovanni Paolo II, Padova 1988) – przyznaje dziennikarka.
Dodaje, że kolejne źródło to znany wadowicki historyk Michał Siwiec-Cielebon, który dowiedział się o tej sprawie od akuszerki, obecnej przy porodzie Karola Wojtyły. – Od kard. Dziwisza (i nie tylko od niego) wiem, że podczas jednej  z pielgrzymek do Ojczyzny papież rozmawiał z tą akuszerką. Musiał więc znać tę historię. Ale nigdy się na ten temat nie wypowiadał – relacjonuje Milena Kindziuk. Trzecie źródło jej informacji to książka o Janie Pawle II, która ukazała się w 2012 r. we Włoszech pt. „Dwie matki Papieża” (R. Allegri, Le due madri di papa Wojtyla – Emilia Kaczorowska e Gianna Beretta Molla, Ancora Editrice, Milano 2012).
Dziennikarka zna także nazwisko położnika, który sugerował aborcję, a także lekarza, który po nim prowadził ciążę. Tym ostatnim był dr Samuel Taub, lekarz wojskowy (ojciec Jana Pawła II był oficerem).

źródło: Gość Niedzielny

piątek, 4 października 2013

Ogólnoświatowy?

Weszłam sobie przed chwilą w zakładkę "statystyka" i ze zdumieniem zobaczyłam, że mojego bloga czytają ludzie z zagranicy :) To znak, że powinnam zacząć pisać także po angielsku, haha :) No chyba, że aż tyle Polaków wyemigrowało z naszego pięknego kraju :P



Polska
1343
Stany Zjednoczone
296
Wielka Brytania
29
Ukraina
26
Indonezja
12
Francja
7
Serbia
6
Włochy
5
Rosja
4
Hiszpania
3

czwartek, 3 października 2013

Projekty



Dziękuję Wam bardzo za zaangażowanie się w akcję "Wyslij kartkę urodzinową - spełnij marzenie Oliwki" :) Już ponad 1000 osób zaoferowało pomoc! Bardzo mnie to cieszy :)) O akcji możecie przeczytać na facebook'u i wziąć udział w wydarzeniu :)

Drugą akcją jest "Różaniec dla ŻYCIA/Rosary for LIFE". Tutaj też bardzo mocno się zaangażowaliście. Nasza modlitwa jest bardzo potrzebna, nie tylko w październiku, lecz przez cały rok :) Już w poniedziałek udostępnię film promujący naszą akcję! Ja już nie mogę się doczekać aż będzie gotowy :)
Więcej informacji znajdziecie na facebook'u:
www.facebook.pl/RozaniecDlaZycia.RosaryForLife

Dobranoc! :)



środa, 2 października 2013

Wyślij kartkę, spełnij marzenie Oliwii! :)

Pomóżmy spełnić marzenie Oliwii!!!

Kto wysyla z nami? 


"Zwracam się do Was z ogromną prośbą! 27.10.2013 roku Oliwia kończy 6 lat. Jej największym marzeniem jest otrzymanie jak największej liczby kartek urodzinowych. Mała walczy z rakiem. Jeśli możesz to pomóż, wyślij kartkę na adres :

Oliwia Gandecka
ul. M.C. Skłodowskiej 11/26
65-001 Zielona Góra
Poproś też swoich znajomych o ten sam gest. Z góry dziękuję w imieniu tego
Małego Aniołka!"

Proszę o UDOSTĘPNIENIE! :)


Kliknij tutaj i zaproś swoich znajomych! :)




wtorek, 1 października 2013

Nie zabiła swojego dziecka. Urodziła Karola Wojtyłę! :)


Wiedzieliście o tym? :)

"Nie przeżyje pani tego porodu, proszę dokonać aborcji” – te słowa usłyszała od swego lekarza Emilia Wojtyłowa, gdy okazało się, że spodziewa się dziecka. Mimo to zdecydowała się urodzić. Zdrowy syn przyszedł na świat 18 maja 1920 r.

Nieznaną historię związaną z narodzinami Karola Wojtyły przedstawia w „Niedzieli” Milena Kindziuk. „Nie przeżyje pani tego porodu, proszę dokonać aborcji” – te słowa usłyszała od swego lekarza Emilia Wojtyłowa, gdy okazało się, że spodziewa się dziecka. Mimo to zdecydowała się urodzić. Zdrowy syn przyszedł na świat 18 maja 1920 r., gdy zbliżała się godzina 17 i rozległo się bicie kościelnego dzwonu, a potem śpiew Litanii loretańskiej ku czci Najświętszej Maryi Panny. Mieszkańcy Wadowic, jak zawsze w maju o tej porze, uczestniczyli w nabożeństwie majowym. Matka przyszłego papieża żyła jeszcze dziewięć lat po narodzinach syna, którego w przyszłości poznał cały świat jako Ojca Świętego Jana Pawła II.


poniedziałek, 30 września 2013

Nieść pomoc najmłodszym.

Dwa dni temu utworzyłam wydarzenie na facebook'u Akcja modlitewna za dzieci zagrożone aborcją - Klik dzisiaj już ponad 600 osób bierze w niej udział, a ponad 4000 jest zaproszonych! Cieszę się bardzo, że tak miło odebraliście tę inicjatywę i chcecie bronić najmłodszych. Dzięki Wam wydarzenie zostało udostępnione na kilku cenionych stronach i wiele osób podjęło już modlitwę. Również zagraniczne strony udostępniły to wydarzenie - co jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem :) Opis wydarzenia został przetłumaczony na język angielski, dzięki temu ma większy zasięg :)
Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję i proszę o udostępnienie wydarzenia - chciałabym żeby jak najwięcej osób zaangażowało się w to przedsięwzięcie :) Nasza modlitwa może ocalić życie wielu dzieci!
Zachęcam do obserwowania mnie na twitterze - tam również będę pisała o akcji :)

Dobranoc!




Ślady na piasku




Pewien człowiek po śmierci spotkał się z Panem Bogiem w niebie. Zaczęli oni przyglądać się jego życiu i temu jakie ono było. Człowiek ten przyglądając się pewnym ciężkim fragmentom swojego życia, stwierdził ze chyba nie było wtedy przy nim Boga i jego pomocy, ze musiał radzić sobie ze wszystkim sam. Bóg dla łatwiejszego zobrazowania mu prawdy przedstawił temu człowiekowi jego drogę życiowa w postaci drogi na piasku. Człowiek ten zauważył ze jego życie to jego ślady i ślady Boga obok. Zauważył ze w momentach, gdy w życiu było mu źle, smutno i ciężko widzi tylko jedne ślady na piasku. Powiedział do Boga – mówiłeś ze jeśli ludzie idą przez życie z Tobą, będziesz zawsze przy nich i będziesz im pomagał a tutaj popatrz. Miałem racje, tam gdzie było mi naprawdę ciężko widać tylko moje ślady. Gdzie wtedy byłeś Boże?. Moje drogie dziecko, powiedział Bóg, – kiedy nie widziałeś śladu drugich stop w tych trudnych chwilach – to wtedy ja Cię niosłem na swoich ramionach.

Nigdy nie jesteśmy sami.


Wszystkim chłopcom, tym małym i tym nieco większym życzymy wielu Łask, niech Pan Bóg Wam Błogosławi na każdy dzień :) 

Kasia i Weronika


27 kwietnia 2013 :)


Kanonizacja Jana Pawła II i Jana XXIII odbędzie się 27 kwietnia przyszłego roku - ogłosił papież Franciszek podczas konsystorza w poniedziałek w Watykanie. W konsystorzu wzięli udział kardynałowie z Rzymu i z innych krajów, wśród nich kardynał Stanisław Dziwisz.


Zgodnie z przewidywaniami obaj papieże zostaną wyniesieni na ołtarze w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, święto ustanowione przez Jana Pawła II.

Data mszy kanonizacyjnej została ogłoszona przez papieża Franciszka niespełna pół godziny po rozpoczęciu konsystorza. Po krótkiej modlitwie w Sali Konsystorza prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kardynał Angelo Amato przedstawił sylwetki obu kandydatów do świętości. Zwrócił szczególną uwagę na ich służbę na rzecz pokoju, podkreślając, że do niej zachęca także papież Franciszek. Przypomniał również, że Jan XXIII i Jan Paweł II stali na czele Kościoła w okresach "radykalnych transformacji" i krzewili ideę godności człowieka.

W konsystorzu uczestniczyli także dwaj polscy purpuraci pracujący w Watykanie; to prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego kardynał Zenon Grocholewski i przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich kardynał Stanisław Ryłko.


niedziela, 29 września 2013

Mam tylko swoją wiarę

Tekst znalazłam w internecie na stronie "Ciekawe linki dające światło prawdy". Daje do myślenia - zachęcam do przeczytania i udostępniania wpisu :)

Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem

 synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości
- Ach tak, Biblia!
A Po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą I cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej
- Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem I zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz MI odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, więc profesor dodaje
- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?
Aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga Po szklankę ze swojego biurka I popija łyk wody.
- Zacznijmy do początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... Jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada
- Nie.
- A do kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Do Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz MI jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również I zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także I Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada
- Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie
- Kto je stworzył?
Wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok I zaczyna się rozglądać Po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz MI - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby
- Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze..
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze.. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - I właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwilę, Po czym Sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła - nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie - wyjaśnia student
- twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że
śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć Czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych I nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?
W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student rozgląda się po sali
- Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej - stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi
- Oczywiście że istnieje.Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy
obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.


Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę
zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.



Dzisiaj jest NIEDZIELA! Byliście już na Mszy Świętej? :)

(Łk 16,1-13)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości. Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy /wszystko/ się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.



czwartek, 26 września 2013

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą!

Mam 16 lat, chodzę do szkoły, mam szczęśliwe dzieciństwo i w zasadzie jeśli wybiegam w przyszłość myślami to ogranicza się to jedynie do tego co wydarzy się w następnym tygodniu, czy będzie klasówka z matematyki albo innego przedmiotu. Pewnie wiele osób w moim wieku, a może i starszych nie zastanawia się nad tym kiedy nadejdzie spotkanie z Ojcem w Niebie. No właśnie czy nie jest to błąd? Wiem, że może wydaje się Wam dziwne, że szesnastolatka, która powinna przejmować się jedynie tym, w co się ubrać do szkoły porusza taki temat. Nie wiem, może uznacie, że nie powinnam tego pisać ale się odważę :) Moje ziemskie życie bardzo mi się podoba i chciałabym, żeby jeszcze trochę potrwało ale przecież nie znamy dnia ani godziny. Co by się stało gdybym miała wypadek i dowiedziałabym się, że umrę za parę godzin? Pewnie na początku nie potrafiłabym zebrać myśli ale później zaczęłabym się zastanawiać od czego zacząć. Pewnie na początku chciałabym się pojednać z Bogiem,przeprosiłabym tych, których mogłam zranić, oddała wszystko co mam biednym… Tylko nie wiem czy te kilka godzin to nie byłoby zbyt mało czasu.
Nie lepiej tak żyć w zgodzie z bliźnim cały czas? Nie jest tak łatwiej? Nie znacie dnia, ani godziny, nie wiecie zatem kiedy Pan Was do siebie zaprosi. W ostatnich latach zmarły dwie bardzo bliskie mi osoby. Śmierć jednej z nich uświadomiła mi, że należy cieszyć się każdą chwilą, każdą możliwą godzinę spędzać w gronie przyjaciół i rodziny. Nie zostawiajcie otwartych spraw, nie czekajcie z przeprosinami do ostatniej chwili, bo możecie nie zdążyć tego zrobić…
Pokłóciłaś/eś się z kimś z rodziny, znajomym, przyjacielem? NIE CZEKAJ!!  W TEJ CHWILI WYŁĄCZAJ TEN KOMPUTER, WEŹ TELEFON DO RĘKI, ZADZWOŃ DO TEJ OSOBY I WYJAŚNIJCIE SOBIE WSZYSTKO!  :)

Ojciec Pio!

Stygmaty św. o. Pio
Widzialnym znakiem przyjęcia przez Boga tego aktu ofiarowania się o. Pio, w duchu ekspiacji za grzechy innych ludzi i dusze w czyśćcu cierpiące, było udzielenie mu stygmatów – nieustannie krwawiących ran, znaków szczególnego zjednoczenia się z Chrystusem w Jego cierpieniu za zbawienie wszystkich.
Pierwsze oznaki cierpień spowodowanych przez stygmaty zaczęły się pojawiać u o. Pio już w 1910 r. 7 września tego roku ukazali mu się Jezus i Maryja – i wtedy właśnie na swych rękach po raz pierwszy zobaczył rany Chrystusa, które po pewnym czasie zniknęły, dzięki usilnej prośbie o. Pio. To zjawisko powtórzyło się z jeszcze większą intensywnością we wrześniu 1911 r. oraz w marcu 1912 r. Pan Jezus stopniowo przygotowywał o. Pio do przyjęcia na stałe znaków swojej zbawczej męki. 5 sierpnia 1918 r. zakonnik otrzymał ranę boku. Pisze w jednym ze swoich listów, że podczas słuchania spowiedzi „przed oczami, mego umysłu stanął Niebiański Gość”, który „rozpalonym narzędziem rzucił z całej siły w mą duszę. (…) Od owego dnia zacząłem nosić w sobie śmiertelną ranę. W całej głębi duszy czuję stale otwartą ranę, źródło mych ustawicznych katuszy”. Wszystkie rany Chrystusa pojawiły się na ciele o. Pio 20.08.1918 r. Tak opisał to niezwykłe wydarzenie w liście do swojego kierownika duchowego: „(…) po odprawieniu Mszy św. ogarnęło mnie jakieś dziwne ukojenie, podobne do słodkiego snu. Wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne zmysły, a także władze duszy ogarnął wręcz niewypowiedziany spokój. Wszystko odbyło się w wielkiej ciszy, jaka panowała wokół mnie i we mnie”. Ojciec Pio pisze, że zobaczył tajemniczą postać, która miała „ręce, nogi i klatkę piersiową ociekające krwią. (…) Postać na chwilę cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i pierś zostały przebite i ociekają krwią. Możesz sobie wyobrazić ból, jaki przeżyłem i odczuwam nieustannie niemal każdego dnia. Rana serca nieustannie wyrzuca strumienie krwi. Dzieje się to zwłaszcza od czwartku wieczorem do soboty. Ojcze mój, umieram wręcz z bólu i zawstydzenia, które odczuwam w głębi swojej duszy. Lękam się, że umrę na skutek upływu krwi, chyba że Pan wysłucha błagalne westchnienia mego biednego serca i powstrzyma to działanie. Czy jednak Jezus, który jest tak dobry, zechce udzielić mi tej łaski? A może przynajmniej usunie to zawstydzenie, jakiego doznaję każdego dnia przez te zewnętrzne znaki? Będę Go błagał i zaklinał na wszystko, aby zesłał na mnie najgorsze bóle i cierpienia, aby pozostawił tę wyniszczającą mnie udrękę, ale by zabrał te zewnętrzne znaki, które mnie tak zawstydzają i upokarzają w sposób wręcz nie do opisania i wytrzymania. Pragnę natomiast, by mnie nasycił samym tylko cierpieniem” (22.10.1918 r.).
Pan Jezus nie wysłuchał tych próśb, gdyż pragnął wszystkim wątpiącym i niewierzącym dać widoczny znak, wzywający ich do nawrócenia: aby na ciele o. Pio mogli zobaczyć krwawiące rany -znaki Jego strasznej męki i śmierci, spowodowane grzechami i brakiem wiary w Jego miłość i miłosierdzie.
Ojciec Pio z widocznymi
stygmatami na
dłoniach, 1918 r.
Ojciec Pio wszelkimi sposobami pragnął ukryć te swoje nieustannie krwawiące rany, aby nikt się o nich nie dowiedział. Było to jednak niemożliwe, ponieważ rany obficie krwawiły i trzeba było często zmieniać opatrunki. Tak o stygmatach o. Pio pisał gwardian klasztoru w liście do przełożonego generalnego: „(…) są to autentyczne rany na wylot. W boku zaś widnieje istne rozdarcie, z którego nieustannie wypływa krew”.
Przez 50 lat, aż do swojej śmierci, o. Pio nosił na swoim ciele nieustannie krwawiące rany, znaki męki i śmierci Chrystusa.
Badania lekarskie stygmatów
Wieść o stygmatach o. Pio rozniosła się lotem błyskawicy najpierw we Włoszech, a później po całym świecie. Do San Govanni Rotondo zaczęli przyjeżdżać dziennikarze, którzy byli świadkami spektakularnych cudów i licznych, również własnych, nawróceń dzięki modlitwie o. Pio. Z powodu wielkiego rozgłosu władze zakonne poczuły się zobligowane, aby poddać rany o. Pio szczegółowym badaniom lekarskim.
Przełożeni zakonni poprosili najpierw prof. Luigiego Romanellego, aby zbadał stygmaty o. Pio. Szczegółowe badania odbyły się 14.05.1919 r. Wykazały one, że rany stóp i rąk zakonnika są na wylot, natomiast rana jego boku obficie broczy krwią o charakterze tętniczym i ma długość 8 cm. W końcowym oświadczeniu prof. Romanelli napisał: „Etiologia ran o. Pio nie jest pochodzenia naturalnego. Przyczyn, które spowodowały ich zaistnienie, należy szukać w wymiarze nadprzyrodzonym. Medycyna nie j est w stanie wyjaśnić tego faktu”.
Poproszono także o badanie stygmatów o. Pio profesora Bignamiego, który był ateistą i z góry wykluczał działanie sił nadprzyrodzonych, ponieważ w ich istnienie po prostu nie wierzył. Po badaniach profesor ze zdziwieniem stwierdził, że nie ma takich chemicznych substancji oraz chorób, które byłyby w stanie wywołać tego typu rany. Profesor Bignami zalecił o. Pio kurację, gdyż chciał udowodnić, że po dwóch tygodniach jej stosowania rany zakonnika się zagoją. Nakazał, aby: 1) o. Pio nie miał żadnego dostępu do jodyny i innych środków medycznych; 2) zabandażowano rany i opieczętowano je w obecności dwóch świadków; 3) rany były kontrolowane każdego dnia rano przez 8 dni i aby po kontroli ponownie nakładano na nie pieczęcie.
Przełożeni klasztoru z wielką skrupulatnością dopilnowali, aby wskazania prof. Bignamiego zostały wcielone w życie. Okazało się, że w czasie ośmiodniowej kuracji rany o. Pio w ogóle się nie goiły i cały czas obficie krwawiły.
Kolejnym specjalistą badającym stygmaty o. Pio był prof. Giorgio Festa, który w sprawozdaniu napisał o doskonałym funkcjonowaniu całego systemu nerwowego o. Pio oraz jego władz duchowych. Stwierdził, że rany z całą pewnością nie powstały na skutek działań samego pacjenta, że na pewno nie zaistniały dzięki działaniu jakichś czynników zewnętrznych lub wewnętrznych, a wyglądu i etiologii ran nie można wyjaśnić na gruncie wiedzy medycznej.
Przez 50 lat stygmaty o. Pio nieustannie krwawiły, nie goiły się, zachowując ciągłą świeżość, nie powodowały ropni, stanów zapalnych ani martwicy. Było to zjawisko pozostające w całkowitej sprzeczności z prawami biologii. Na dodatek w chwili śmierci o. Pio jego rany całkowicie zniknęły i nie zostawiły po sobie najmniejszej nawet blizny. Dla lekarzy był to kolejny niesamowity cud, gdyż wszystkie rany spowodowane przez uszkodzenie tkanek zostawiają po sobie trwały ślad w postaci widocznych blizn. Fakt zniknięcia ran o. Pio w chwili śmierci, bez pozostawienia jakichkolwiek blizn, jest dla nauk medycznych przypadkiem absolutnie niewytłumaczalnym.
Stygmaty Ojca Pio były szczególnie wymownym znakiem wzywającym wszystkich do nawrócenia. Bóg w swoim wielkim miłosierdziu poprzez osobę o. Pio dawał ludziom szansę powrotu do Niego w szczególnie trudnym czasie wielkiego kryzysu duchowego, w jakim znalazła się ludzkość.
Tajemnica cierpienia
Stygmaty św. o. Pio, których istnienia nauka nie była w stanie wyjaśnić, były ranami, które zostały zadane Jezusowi w czasie Jego krzyżowej męki. Ujawnienie się tych ran na ciele o. Pio stało się możliwe dzięki jego całkowitemu, mistycznemu zjednoczeniu się z Jezusem oraz dzięki specjalnej łasce Bożej. Poprzez stygmaty Pan Jezus pragnie nam uświadomić, że każdy nasz grzech zadaje Mu straszne cierpienie.
W osobie o. Pio cierpiał i pokazywał nam swoje rany sam Jezus Chrystus. Będąc prawdziwym Bogiem – a w Bogu jest ciągłe „teraz” – Jezus mógł wziąć z historii każdego człowieka wszystkie grzechy i cierpienia i obarczyć nimi swoje człowieczeństwo. Cierpiąc i umierając za każdego człowieka, w swoim zmartwychwstaniu wybawił nas od tego ostatecznego zła i cierpienia, jakim jest wieczne potępienie. Sprawił, że każde – nawet najbardziej bezsensowne i niezawinione – cierpienie w zjednoczeniu z Nim staje się drogą zbawienia, a więc jest wielką łaską i darem. Ale tylko wtedy Jezus będzie mógł nam udzielić daru zbawienia, gdy się na to zgodzimy, gdy z całym swoim cierpieniem, ze wszystkimi grzechami całkowicie zaufamy i zawierzymy Mu siebie w sakramentach pokuty i Eucharystii, gdy będziemy się modlić oraz postępować drogą przykazań i Ewangelii.
Ojciec Święty Jan Paweł II pisze, że każdy człowiek Jest wezwany do uczestnictwa w owym cierpieniu, przez które Odkupienie się dokonało. Jest wezwany do uczestnictwa w tym cierpieniu, przez które każde ludzkie cierpienie zostało także odkupione. Dokonując Odkupienia przez cierpienie, Chrystus wyniósł zarazem ludzkie cierpienie na poziom Odkupienia. Przeto też w swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa” (List apostolski „Sahifici doloris” o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia, 19).
Dzięki męce i śmierci krzyżowej Jezusa „słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć – to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka – i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc. Tym może się także tłumaczyć wezwanie z listu Piotra: «Jeżeli zaś (ktoś) cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale niech wychwala Boga w tym imieniu!» (Salvifici doloris, 23).
Poprzez swoje rany, widoczne na ciele św. o. Pio, Pan Jezus zaprasza każdego i każdą z nas, aby ofiarował(a) Mu wszystkie swoje cierpienia. Bo tylko wtedy będziemy od Niego otrzymywali zbawczą moc Bożej miłości. Tylko wtedy nasze cierpienie nie będzie się marnowało, nie będzie nas niszczyło, nie będzie dla nas źródłem przekleństwa, ale wielkiego błogosławieństwa, ponieważ będziemy współuczestniczyć w tajemnicy Jezusowego cierpienia i śmierci za zbawienie świata.
Największym dramatem i duchowym cierpieniem człowieka jest stan grzechu śmiertelnego. Pan Jezus wzywa nas, abyśmy natychmiast powstawali z każdego ciężkiego upadku i w sakramencie pokuty oddawali Mu swoje zniewolone i poranione serce, aby mógł dokonać największego cudu, jakim jest przebaczenie grzechów.
Każde cierpienie, którego doświadcza człowiek, jest tylko cząstką tego cierpienia, które stało się udziałem Chrystusa na krzyżu. Jeżeli ofiarowujemy je Jezusowi, to pozwalamy Mu, aby przeniknęła je zbawcza moc Jego miłości. Wtedy będziemy doświadczać, tak jak św. o. Pio, radosnej tajemnicy ostatecznego zwycięstwa Chrystusa nad szatanem, grzechem, cierpieniem i śmiercią. Ojciec Pio był zanurzony w nieustannej modlitwie oraz w całkowitym oddaniu siebie Jezusowi w ofierze zadośćuczynienia za grzechy innych ludzi. Codziennie w zjednoczeniu z Jezusem św. o. Pio mógł brać na swoje barki cierpienia i problemy wszystkich ludzi, którzy zwracali się do niego z prośbą o pomoc. Składając samego siebie Bogu w ofierze zadośćuczynienia za grzechy innych ludzi, św. o. Pio używał najskuteczniejszej broni do przezwyciężania wszelkiego zła. W liście do o. Augustyna pisał: „Jestem bardziej zadowolony, gdy cierpię – i gdybym nie słuchał głosu serca, prosiłbym Pana Jezusa, aby dał mi wszystkie cierpienia ludzi. Ale tego nie czynię, ponieważ obawiam się, że będę zbyt samolubny, pragnąc dla siebie lepszej części, którą jest ból. W cierpieniu Pan Jezus jest bliżej, przygląda się i jest Tym, który przychodzi, aby żebrać o ból i łzy, potrzebuje ich dla dusz” (12.04.1912).
Ojciec Pio często mówił ludziom: „Biorę na siebie waszą mękę!”. Brał na siebie cierpienia innych, doświadczając ich w całej pełni. Ale u św. o. Pio cierpienie przeplatało się z wielką radością wynikającą ze zjednoczenia z Chrystusem. Kiedy we wspólnocie zakonnej przebywał z braćmi, był duszą towarzystwa, żartował pełen radości. Jednak po pewnym czasie musiał odchodzić z powodu wielkiego cierpienia. Mówił: „jestem jedną wielką raną”. Pisał do swej córki duchowej: „Nie kocham cierpienia dla niego samego, lecz dla owoców, które przynosi: oddaje chwałę Bogu, zbawia dusze, wybawia z czyśćca – czy mogę chcieć więcej?”.
„Wiem, że wszyscy cierpicie. Odwagi!” – pisał św. o. Pio. „Zaufanie do naszej Matki jest gwarancją, że wyciągnie Ona swą dłoń, by pocieszyć nas wszystkich. W każdym chorym jest Jezus, który cierpi. W każdym ubogim jest Jezus, który kona. W każdym ubogim chorym jest Jezus, który cierpi i kona podwójnie”.

"Panie Jezu Chryste, oddaję Ci siebie wraz 
ze wszystkimi swoimi cierpieniami fizycznymi 
i duchowymi. Oddaję Ci caty swój lęk przed 
cierpieniem i śmiercią oraz poczucie 
nieużyteczności cierpienia. 

Pragnę jednoczyć się z Tobą, Jezu, 
w Twoim cierpieniu na krzyżu za zbawienie 
świata, aby z tego źródła naszego 
zbawienia czerpać moc uzdrowienia, 
siły do niesienia cierpienia oraz 
radość z Twojego zwycięstwa nad szatanem, 
cierpieniem, grzechem i śmiercią. 

Święty Ojcze Pio, módl się za nami 
i pomagaj nam w ofiarowywaniu cierpienia 
za nawrócenie grzeszników oraz 
w intencjach całego Kościoła!".

Macie uszy, a nie słyszycie. Macie oczy, a nie widzicie!

Często mówicie, że pytacie się Boga o różne rzeczy, a On nie daje Wam odpowiedzi. I oczywiście to Pan Bóg wychodzi na tego, który Was nie słucha. A nie jest czasem przeciwnie? Może to Wy nie słuchacie tego co Pan Bóg do Was mówi? Ludzie przyzwyczaili się już do tego, że wszystko mają podane na tacy. Jak czegoś nie wiemy to wpisujemy w Google, zamiast zajrzeć do encyklopedii i zadać sobie trochę trudu. I tak samo jest z słuchaniem i dostrzeganiem Boga. Myślisz, że Pan Bóg od razu da Ci jasną odpowiedź? Zmówisz dziesiątkę Różańca i po sprawie? Oj nie, Drogi Czytelniku! : ) Czasem na odpowiedź naszego Ojca musimy trochę poczekać. Pan Bóg odpowiada na nasze pytania i prośby stawiającej na naszej drodze rozmaitych ludzi, doświadczając nas różnymi sytuacjami. I to my sami musimy nauczyć się dostrzegać Jego działanie w naszym życiu, bo gwarantuje Wam, że Pan Bóg nigdy nie wolnego dnia, nie ma wakacji, nie ma magicznego przycisku „Off” – On nigdy nie zostawia nas samych. Opiekuje się nami 24 godziny na dobę i przez ten cały czas daje nam rozmaite znaki, które mi sami musimy odczytać. Sytuacje, które z początku wydają nam się złe i karą od Boga, czasem są właśnie takim znakiem. Rok temu nagle zmarł mój wujek i to był moment, w którym Pan Bóg powiedział mi i mojej najbliższej rodzinie „STOP! ZATRZYMAJ SIĘ! Nie zostawiaj nic na później. Spotykaj się z rodziną, tak często jak tylko jest to możliwe. Załatwiaj każdą sprawę do końca. Powiedz każdemu to co masz mu do powiedzenia, bo może zabraknąć Ci czasu…”



Msza Święta - spotkanie z Bogiem czy przykry obowiązek?




Jak co niedzielę poszłam do kościoła. Wyszłam trochę za późno, bo wszystkie miejsca siedzące były już zajęte. Co bardzo mnie zadziwiło, ale jednocześnie ucieszyło, ponieważ kościół w mojej parafii jest bardzo duży i często było bardzo dużo wolnych miejsc. Już po 15 minutach zrobiło mi się strasznie duszno i słabo, cofnęłam się do tyłu, stanęłam obok drzwi. Niestety również i tam było strasznie gorąco, dlatego musiałam wyjść z Kościoła i stanąć przed drzwiami wejściowymi. Na dworze stały trzy rodziny z małymi dziećmi.

Czas posprzątać ten bałagan!

Jak często sprzątasz dom, w którym mieszkasz? Pewnie co najmniej raz w tygodniu. Sprzątasz dlatego, że źle Ci się żyje w brudzie, wolisz świeży, pachnący pokój niż stertę niepoukładanych ubrań. Zanim zaczniesz sprzątać, najpierw musisz zdać sobie sprawę z tego, że w danym pomieszczeniu jest bałagan. Jak już zdasz sobie sprawę z tego, że trochę tu brzydko pachnie, zabierasz się do sprzątania. Najpierw sprzątasz dom, odkurzasz, myjesz podłogi, układasz rzeczy, a na końcu zmęczony sam idziesz się wykąpać. Tak samo jest w naszym życiu. Niestety czasem w nasze sumienie wda się bałagan.