czwartek, 26 września 2013

Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego jest SPOKO! ;)

Właśnie podjęłam Duchową Adopcję Dziecka Poczętego (3.05.2013r.) i jestem meeegaa szczęśliwa! :)) To niesamowite żyć ze świadomością, że moja modlitwa, może uratować komuś życie! Nigdy wcześniej nie odczuwałam tak ogromnej radości jak dzisiaj! ;)))

PODEJMIJ DUCHOWĄ ADOPCJĘ JUŻ DZIŚ! :)
Dla osób niewtajemniczonych:
Pełna poprawna nazwa brzmi: „Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego Zagrożonego Zagładą”. Nie jest to więc adopcja prawna dziecka po urodzeniu, pozbawionego opieki rodzicielskiej, do rodziny zastępczej, ale adopcja duchowa dziecka poczętego zagrożonego zabiciem w łonie matki. Wyrażana jest osobistą modlitwą jednej osoby o ocalenie życia dziecka wybranego przez Boga Dawcę Życia.Trwa przez 9 miesięcy, okres wzrostu dziecka w łonie matki. Zobowiązanie adopcyjne, poprzedza przyrzeczenie, które je utwierdza. Ogólnie rzecz biorąc, strona jest adresowana do ludzi młodych, którzy są potencjalnymi „współtwórcami” ludzkiej populacji, adresowana jest do osób wchodzących w związki małżeńskie i dla młodych małżeństw, do pracowników położnictwa, do osób, które popełniły aborcję (do aborcji namawiały, lub przymuszały), do kleryków seminariów duchownych i księży, do potencjalnych i praktykujących animatorów Duchowej Adopcji, do członków przyparafialnych ruchów oraz poradni przedmałżeńskich i rodzinnych, do osób nie zdecydowanych i wątpiących, ale i do ludzi gorliwej wiary. Wiedza i podejmowanie Duchowej Adopcji ma odwodzić od zamiaru popełnienia aborcji lub niszczących ludzkie zarodki praktyk „in vitro”. Wiedza i podejmowanie tej posługi ma służyć kształtowaniu postaw pro rodzinnych. Osobom, które popełniły grzech aborcji, czy „in vitro”, lub w jakiś sposób w niej uczestniczyły, Duchowa Adopcja przywraca równowagę ducha i usuwa udrękę sumienia (syndromu postaborcyjnego).
Duchowa Adopcja umacnia ludzi w zdrowych zasadach moralnych, buduje w rodzinie poczucie więzi, wzajemnej miłości, bezpieczeństwa i solidarności, a nie zakłócony rozwój prokreacji jest gwarancją bezpiecznej egzystencji narodu.
Apeluję tutaj głównie do młodych! Podejmujcie Duchową Adopcję. Zobaczcie jaką będzie czuć radość, satysfakcję, że dzięki Waszej modlitwie i poświęceniu uratowaliście życie ludzkie! :)
Żeby przekonać Was do podjęcia modlitwy, zamieszczam kilka świadectw:
Świadectwo:
Z Dziełem Duchowej Adopcji zetknęliśmy się, kiedy jeszcze byliśmy narzeczonymi. Wspólnie postanowiliśmy, włączyć się w to dzieło. Moment uroczystego ślubowania, był dla nas wielkim przeżyciem. Niełatwo było jednak, uświadomić sobie, że oto nagle, nie będąc jeszcze małżeństwem, każde z nas, stało się rodzicem jednego, Bogu jedynie wiadomego dziecka. Jednak owoce tej modlitwy dały się odczuć w naszym życiu w sposób namacalny. Codzienna modlitwa w intencji tego dziecka, wzmocniła naszą więź z Bogiem, pozwoliła przezwyciężyć wiele pokus, a przede wszystkim, to co sprawiło nam szczególną radość – dotrwać w czystości do ślubu. Po zawarciu sakramentu małżeństwa, postanowiliśmy duchowo adoptować kolejne, trzecie dziecko. To zobowiązanie, wspólnie przez nas zrealizowane, jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło, pomogło przetrwać pierwsze kryzysy. Kiedy podjęliśmy, czwartą duchową adopcję, okazało się, że sami oczekujemy na narodziny dziecka. Nasza radość była ogromna. Jednak w trzecim miesiącu ciąży, bardzo źle się czułam. Lekarz poinformował mnie, że jestem chora na różyczkę, połączoną z zapaleniem płuc. Jego zdaniem, ciążę należało, natychmiast usunąć, gdyż zagrażała ona mojemu zdrowiu, a i dziecko najprawdopodobniej urodzi się mocno uszkodzone. Jak boleśnie to przeżyliśmy, jedynie Pan Bóg wie, do którego też ze zdwojoną gorliwością, zaczęliśmy się modlić. Nasza ufność i zawierzenie Bogu rosło, w miarę zbliżania się terminu rozwiązania. Ale tego, jaką niespodziankę, przygotował dla nas Dawca Życia, nie byliśmy w stanie przewidzieć. W dniu, kiedy kończyła się nasza czwarta duchowa adopcja, narodził się nam synek – cały, zdrowy i radosny. Obecnie ja, jak i nasz czteromiesięczny maluch, cieszymy się zdrowiem i wciąż dziękujemy Bogu, za to, co dla nas uczynił.
Świadectwo animatorki duchowej adopcji
W trakcie rekolekcji, po wygłoszonych konferencjach zdarza się, że podchodzą do mikrofonu osoby, które składają świadectwa, dotyczące własnych osobistych przeżyć…Jako przykład, podam jedno zdarzenie. Kilka lat temu, poproszono nas o przeprowadzenie duchowej adopcji w sanktuarium kalwaryjskim. Wielu ludzi podjęło wówczas to wyzwanie. Z czego bardzo się cieszyliśmy. Minął rok, kiedy ponownie pielgrzymowaliśmy do Kalwarii. Wówczas na Górze Ukrzyżowania, podeszła do mnie mama z maleńkim dzieckiem na ręku i zaczęła dzielić się swoim świadectwem: „Proszę pani, to dziecko żyje dzięki duchowej adopcji. W ubiegłym roku, gdy przyjechaliśmy do kalwaryjskiego sanktuarium, ja byłam w stanie błogosławionym. Wówczas nie chcieliśmy przyjąć tego dziecka. Uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, podczas której, właśnie pani mówiła o dziecku, jako wielkim darze od Boga. Oboje z mężem mieliśmy wrażenie, że w intencji naszego dziecka, już ktoś codziennie się modli. Nie wyobrażam sobie w tej chwili takiej sytuacji, aby moje łono, miało być grobem dla mojego synka”. Często zdarza się, że po konferencji podchodzą osoby ze strasznym płaczem i pytaniami: dlaczego wcześniej nie wiedzieli o wartości i darze ludzkiego życia. Wiele kobiet, które dopuściły się tzw. aborcji, pragnie krzyczeć „nie czyńcie tego”


Świadectwo kobiety po aborcji
Jestem ósmym dzieckiem z dziesięciorga w rodzinie, z której się wywodzę. Moje małżeństwo rozpadło się 17 lat temu, z powodu nadużywania alkoholu przez mojego męża. Dziś wiem, że nie alkohol był przyczyną rozpadu małżeństwa, lecz zanik funkcji sumienia, wyrażający się zerwaniem więzi uczuciowej z mężem, z powodu zabicia poczętego dziecka. O syndromie postaborcyjnym, jego objawach i skutkach, dowiedziałam się w czasie rekolekcji formacyjno-szkoleniowych dla animatorów duchowej adopcji na Jasnej Górze. Gdy informacje te porównałam z moimi osobistymi doświadczeniami, przekonałam się, że są identyczne z tym, co sama przeżyłam. Uświadomiłam sobie ponadto, że stan bezładu sumienia, spowodowany aborcją, jakiemu uległam, również obecnie w Polsce, jest udziałem setek tysięcy osób uzależnionych, a jego tragiczne konsekwencje są nieobliczalne. Dzieciobójstwo uczyniło ze mnie człowieka niezdolnego do miłości i do jakichkolwiek ludzkich uczuć. Nie potrafiłam płakać. Nie byłam zdolna reagować na ból ani na zło, nawet w najtragiczniejszych chwilach mego życia (nieszczęścia rodzinne, choroby dzieci, śmierć bliskich osób). Otępiałam… Wynajdywałam argumenty, odrzucające moją odpowiedzialność i winę za ten czyn. Stawałam się coraz bardziej zatwardziała w grzechu. Zło wtargnęło do mego wnętrza. Oddaliłam się od Pana Boga. Po rozwodzie, gdy zostałam sama z dwoma dorosłymi synami, nie potrafiłam sprostać moim obowiązkom rodzicielskim. Miałam problemy wychowawcze. Synowie popadli w alkoholizm. W tym stanie wewnętrznej rozterki i zatracenia, Bóg dotknął mnie Łaską Swego Miłosierdzia – skruchą i głębokim żalem. Za pośrednictwem Maryi Niepokalanej, zbliżyłam się do Boga. Moje życie zaczynało się powoli zmieniać. Zaczęłam odzyskiwać zdolność płaczu. Prosiłam o przebaczenie i by Dobry Bóg zrobił coś z tą moją resztą – z tymi strzępami nieudanego życia. Cała zawierzyłam się Jezusowi i Jego Matce. Przypadkowo uczestniczyłam we Mszy Świętej uzdrowieniowej braci z Odnowy w Duchu Świętym. Celebrans powiedział, żeby każdy podjął w swym sercu jakieś postanowienie zadośćuczynienia za popełniony w swym życiu grzech. Przebiegłam myślami wszystkie moje grzechy i zranienia duszy : W rozważaniach tych wybijało się nieustannie jedno postanowienie: „Za każdą matkę w stanie błogosławionym, którą kiedykolwiek spotkałam na mej drodze, odmówię Zdrowaś Maryjo, w intencji jej szczęśliwego macierzyństwa i urodzenia zdrowego dziecka”. Chwilami zastanawiałam się, czy jest sens modlić się za jakieś obce i nieznane, poczęte dziecko. Czy jest w tym jakiś sens ? Po rozważeniu uznałam to jednak za zupełnie słuszne. Zatem, to co postanowiłam – wypełniłam. Wypełniałam skrupulatnie przez dwa lata. O tym, że modlitwa za nieznane, poczęte dziecko jest prawdziwym Bożym Natchnieniem, przekonałam się w 1995 roku na Jasnej Górze. W Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej, uczestniczyłam we Mszy Świętej, w czasie której lud Boży składał przyrzeczenie Duchowej Adopcji nieznanego, poczętego dziecka. Wtedy też, po raz pierwszy usłyszałam o takim apostolstwie – Duchowej Adopcji. Wyjeżdżając z Częstochowy, trzymałam w ręku książeczkę – instrukcję dla animatorów Duchowej Adopcji. Chciałam właściwie tylko przyjąć w duchową adopcję nieznane, poczęte dziecko, a nie podejmować się obowiązków animacji. Wydawało mi się to zbyt trudne. Ale tak się złożyło, że zaczęłam zapraszać i namawiać inne osoby do podejmowania Duchowej Adopcji. W wyniku tego uczynku, odczułam wyraźne natchnienie i zachętę, płynącą od Matki Bożej, bym się zaangażowała w posługę animacji. Bóg w swej niezmierzonej dobroci, zaczął stawiać na mojej drodze drogowskazy miłości i bezinteresownej ofiarności, których wskaźnikami byli ludzie, wydarzenia i natchnienia. Przyrzeczenia Duchowej Adopcji w mojej parafii po raz pierwszy przygotowałam i obsłużyłam 8 grudnia 1995 roku. Doznałam wielkiej ulgi. Rozpierała mnie radość i szczęście. Odnalazłam cel mego dalszego życia. Dziękowałam Matce Najświętszej, za łaskę opieki i odnalezienia tej drogi. Odkąd dobrowolnie weszłam na moją ścieżkę miłości miłosiernej, praktykując i pielęgnując Duchową Adopcję, Bóg obdarował mnie i moją rodzinę szczególnymi łaskami: obydwaj synowie wyleczyli się z nałogu pijaństwa, mąż mój podjął próbę abstynencji od alkoholu, a ja modlę się za moje przybrane dzieci i odczuwam wielką ulgę zadośćuczynienia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz