piątek, 1 listopada 2013

Zdobyć podpis



W mojej parafii rozpoczęły się przygotowania do sakramentu bierzmowania dlatego postanowiłam napisać coś na ten temat. W tym roku przystąpiłam do sakramentu bierzmowania, więc doskonale pamiętam jak wyglądają takie przygotowania. Trzeba zbierać podpisy po każdej Mszy Świętej
 po nabożeństwach (różaniec, droga krzyżowa, roraty itd) oraz pojawiać się regularnie na spotkaniach. Dla osoby, która chodzi do kościoła nie stanowi to żadnego problemu.
 Pamiętam jak wyglądało pierwsze spotkanie - to był jakiś horror! Jak to młodzież, wszyscy rozgadani, roześmiani staliśmy pod kościołem. Większość z nas znała się z osiedla i musieliśmy opowiedzieć sobie co u nas słychać, powymieniać się wspomnieniami itd. Wreszcie nadszedł czas wejścia do kaplicy. Ponad połowa kandydatów jakby w ogóle nie zauważyła, że znajduje się już w kościele! Śmiechy i rozmowy nie miały końca. Weszliśmy do kaplicy i zaczęło się wielkie przepychanie, kto pierwszy zajmie ławkę, byle jak najdalej od ołtarza. Nie wspomnę o tym, że dosłownie kilka osób (z bodajże 50 osobowej grupy) pomyślało o tym, że należy się pomodlić. I tacy ludzie mają przystąpić do sakramentu bierzmowania? Przyszedł ksiądz ale mało kto zauważył Jego obecność - wszyscy byli zajęci rozmową albo graniem w gry na telefonie. Dopiero kiedy stanął na ambonie i poprosił o spokój, zrobiło się trochę ciszej. Jak to na pierwszym spotkaniu, zostały przedstawione nam wszystkie obowiązki jakie musimy spełnić, żeby dobrze przygotować się do przyjęcia tego ważnego sakramentu.
Wiele osób podchodziło do tego jak do zaliczenia, "byle zdobyć podpis i nie musieć wysłuchiwać ględzenia jakiegoś dziwoląga" (cytat). 

Uważam, że do sakramentu bierzmowania powinny przystępować osoby, które naprawdę tego chcą! Wolałabym, żeby co roku 10 osób przystępowało do tego sakramentu ale robiło to z własnej woli. Dla mnie liczy się jakość, a nie ilość. Nie rozumiem dlaczego księża dopuszczają do Bierzmowania osoby, którym na tym nie zależy. W mojej parafii jedna osoba sama podeszła do księdza i powiedziała, że chciałaby przyjąć ten sakrament ale w przyszłym roku, bo nie czuję się jeszcze na tyle dojrzała. Jak najbardziej popieram taką postawę! :) Podejrzewam, że trzy czwarte kandydatów chciało zdobyć "papierek", dzięki któremu będą mogli wziąć ślub kościelny... Sorry ale dla mnie to jest niedorzeczne! Jeżeli ktoś nie chodzi do kościoła, twierdzi, że w jego życiu nie ma miejsca dla Boga to dlaczego bierze ślub kościelny?!! Pytam się PO CO? Dlatego, że zdjęcia ładnie wyglądają? Jeżeli ktoś nie kocha Boga, nie chodzi do Kościoła i twierdzi, że życie bez Niego jest wygodniejsze - niech nie weźmie ślub cywilny.
Z drugiej strony może chociaż jedna osoba z nich się nawróci i wejdzie na tę właściwą drogę :)

Są wśród Was kandydaci do Bierzmowania? :) Jeśli chcecie podzielić się swoimi refleksjami możecie zrobić to dodając komentarz :)









13 komentarzy:

  1. Ja miałem bierzmowanie w tym roku, zachowanie niektórych mnie rozwalało, typu żucie gumy czy telefony. Tak samo było jak opisujesz, ale najbardziej mnie to rozwaliło, gdy kolega podczas próby powiedział "nie wierze" nie wiem czy dla śmiechu, który wybuch 1 s po zajściu, czy nie wiedział jakie są tego konsekwencje... Ale ksiądz jemu to wytłumaczył i nam przy okazji ale śmiech dalej był w kościele

    OdpowiedzUsuń
  2. W mojej parafii już nie ma podpisów. ks. Mariusz

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy przeczytałam o papierku potrzebnym do ślubu kościelnego wewnętrznie się oburzyłam, ale w dalszej części tekstu okazało się że masz takie samo zdanie. W końcu nikt nikogo nie zmusza do ślubu kościelnego, co więcej - jest to bardzo poważna decyzja, a nie tradycja, coś co wypada zrobić lub po prostu ładnie się prezentuje.
    Ja do sakramentu bierzmowania przystępowałam kilka lat temu. Już wtedy denerwowało mnie to wszystko co opisujesz. Nas było koło 80-90. Nie znałam prawie nikogo. Po jakimś czasie poznałam osobę, która jak się okazało miała bierzmowanie razem ze mną. Raz była sytuacja w której miałyśmy uczestniczyć we mszy św., i padł tekst: to może jednak nie idźmy do spowiedzi. na co ta osoba odparła: ale do komunii idziemy?
    I jak taki człowiek, który nie zdążył od przyjęcia Komunii Świętej pojąć podstawowych kwestii, może świadomie przyjmować sakrament bierzmowania?
    Dla mnie czas przyjmowania tego sakramentu był dobrym czasem. Co prawda przypadł on na okres między jednym "zwątpieniem" a drugim, jednak zdążyłam sobie wtedy poukładać pewne sprawy i w tym czasie stałam się posiadaczką pierścienia bł.Karoliny ze świadomością wszelkich tego konsekwencji.
    Od kilku lat w mojej parafii, na pierwszo-piątkowej mszy świętej dla młodzieży kościół świeci pustkami. Kiedyś wybrałam się na taką mszę(pamiętając, że kilka lat wstecz kościół był na niej pełny), a tam kilka starszych kobiet i jakaś matka z nastolatkiem, dosłownie kilka młodych osób. Smutny był to widok. W tej chwili na te msze zostało przeniesione spotkanie kandydatów do bierzmowania. Dlaczego? WYDAJE MI SIĘ ;), że po to by mieć na tych mszach frekwencję w postaci młodych. Ponadto dla ułatwienia formalności związanych z PODPISEM... bo taka osoba nie musi specjalnie osobno fatygować się do , a potem drugi raz iść na spotkanie żeby ktoś to mógł sprawdzić, tylko w trakcie jednej mszy załatwia wszystko. Poszłam na taką mszę raz... Po pierwsze ciągłe upomnienia z ambony są irytujące... Bo przecież ile razy można powtarzać bez skutku do tych ludzi? Poza tym kazania są skierowane stricte do przyszłych bierzmowanych. Także osoba która ma kilka lat więcej, przychodząc na taką wieczorną msze, nie może się spodziewać niczego zaskakującego czy dającego do myślenia. Z jednej strony trudno się dziwić, bo jaka publika takie kazanie. Pasuje żeby cokolwiek dotarło do tych osób które w trakcie mszy mają do obgadania wszytko, które muszą sprawdzić smsa który właśnie do nich przyszedł, które wolą szturchać kolegę niż chociaż chwilę być skupionym... bo przecież słuchać księdza to byłby obciach.
    Z drugiej jednak strony, hamuje to rozwój tych ludzi, którzy naprawdę chcieliby z takiej mszy coś wynieść, a może to być jedyna okazja ku temu.
    Wg mnie sakrament bierzmowania powinien być przyjmowany wtedy, kiedy chrześcijanin dojdzie do wniosku że jest na to gotowy. Byłam w tym roku na FSMie (tak nawiasem - polecam!) i w jednym dniu zaplanowane było bierzmowanie. Do tego sakramentu przystępowały osoby nieco starsze niż standardowo. Bo wcześniej się zbuntowały, wątpiły, itp. Każdy miał swoją historię, jednak te kilka osób stało tam świadomie. I tego życzyłabym każdej bierzmowanej osobie. Dojrzałości chrześcijańskiej. Nie mnie oceniać kogokolwiek, mi samej jest bardzo daleko do ideału. Ale każdy ma prawo wyboru ;)

    Trochę się rozpisałam...
    Pozdrawiam serdecznie! Fajnie, że poruszyłaś temat który akurat od jakiegoś chodził mi po głowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz, fajnie poznać osobę myślącą podobnie! :))
      Pozdrawiam serdecznie :))

      Usuń
  4. Do Komunii szło 120dzieci z rocznika córki, do rocznicy już 80a do bierzmowania dotrwała 40... Z tego przystąpiło chyba 30osób... Pomijam ze młodzi popisuje się przed kumplami i cwaniakuja część z nich traktuje to jak przymus i karę. Dziś 3 lata po Bierzmowaniu córki w Kościele widzimy często tylko 3 osoby...
    Ją sama zrezygnowałam z wiary mając 14lat - tak wyszło. Bierzmowanie miałam bo chcialam mając lat 20... Moj mąż gdy zaczęliśmy rozmawiać o ślubie dopiero zajął się bierzmowaniem tzn w sensie poszliśmy do proboszcza i powiedzieliśmy ze mamy maleńki problem mianowicie brak sakramentu... Znalazł rozwiazanie-przygotowal wówczas narzeczonego i hmm w sierpniu był ślub a w kwietniu Bierzmowanie - świadome i dobrowolne... Mąż był już dużym chłopcem bo miał 35lat...
    Wg mnie w 2klasie dziecko powinno podejmować decyzję czy chce byc w Kościele i byc chrzczone mając tych 15-16lat przyjmować ŚWIADOMIE Komunię a Bierzmowaniem zająć się dużo po 20 ale wiem ze tak się nie da... Niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o parafii w której chcą bardziej świadomych decyzji: http://wiadomosci.onet.pl/szczecin/zachodniopomorskie-pierwsza-komunia-swieta-wedlug-nowych-zasad/qp3v4

      Usuń
  5. Ja przystępuję do bierzmowania w tym roku. Mam takie samo zdanie.
    Niektórzy podrabiają podpisy lub kłamią, że danego dnia zapomnieli indeksu. Ostatnio grupka chłopaków grała w kartu - obłęd.
    Nie rozumiem osób, które mówią: "idę do bierzmowania, żeby mieć ślub kościelny". Co gorsze po kilku dniach te same osoby powiedziały: "nie wiem czy będę brać ślub kościelny, bo nie dostanę rozwodu".
    Ja i kilka moich znajomych nie wiemy już czy śmiać się czy płakać. Tak samo uważam, że do bierzmowania powinni przystępować tylko te osoby, które kochają Boga i pragną żyć z nim w bliskości. / karolina ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mieszkam w małej miejscowosci. U mnie dzieciaki z chodza do kosciola i przystepuja do sakramentow. Dobrze, ze u mnie nie bylo takich sytuacji, bo bym sie czul zazenowany.

    OdpowiedzUsuń
  7. To co opisujesz jest straszne ale niestety takie są realia w Polsce. Przykre to ale ciesze sie, ze ktos poruszył ten temat.
    Z modlitwą
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie to latanie z indeksami po podpisy jest po prostu bez sensu. Prawda jest taka, że chodzenie przez ten rok czy pół roku na msze w niedziele czy tam w pierwsze piątki, różańce, drogi krzyżowe itp. z nikogo nie zrobi praktykującego katolika, jeśli ta osoba sama tego nie chce. Jeśli ktoś chodził do kościoła, praktykował, żył w zgodzie z nauką Kościoła, przyjmował sakramenty przed bierzmowaniem, bo wyniósł to z domu, bo Bóg jest kimś ważnym w jego życiu, bo po prostu tego chce - podkreślam: CHCE, a nie jest zmuszany w takim czy innym stopniu przez kogokolwiek - to tak pozostanie i po bierzmowaniu. Jeśli jest odwrotnie, to żadne podpisy tego nie zmienią i ktoś, kto nie chodził do kościoła, jeśli nie zechce, to nagle nie zacznie, nawet jeśli przez ten rok zgrywał gorliwego. Nie wspominając już o tym, że niektórzy te podpisy podrabiali albo - w wersji, powiedziałabym, trochę bardziej 'poprawnej' - przychodzili na sam koniec mszy, różańca czy innego "obowiązkowego" nabożeństwa tylko po to, by zdobyć podpis. W końcu ksiądz, odprawiając mszę na przykład, nie widzi wszystkich, to fizycznie niemożliwe, by dojrzał każdego z osobna, nie może więc sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście był czy nie.
    Dlatego te indeksy doprowadzały mnie do szewskiej pasji, pomimo że sama jestem praktykującą katoliczką i raczej nie zanosi się, bym kiedykolwiek przestała i nie był to dla mnie problem, żeby pójść po podpis po, dajmy na to, niedzielnej mszy czy różańcu, pomijając sytuację, kiedy z racji rodzinnej uroczystości nie mogłam uczestniczyć w mszy w niedzielę u siebie i musiałam szukać w zupełnie obcym kościele kogoś kompetentnego, kto mógłby łaskawie zaświadczyć, że faktycznie w tej mszy uczestniczyłam, ale generalnie korona mi z głowy nie spadła ani w tym, ani w żadnym innym przypadku. Ten indeksowy system denerwuje mnie dlatego, że rola mszy czy jakiegokolwiek innego nabożeństwa sprowadzana jest do obowiązku, który trzeba spełnić, że wszystko koncentruje się wokół podpisu, a nie tego, co naprawdę jest w tym ważne. Wydaje mi się, że uczestnictwo w danym nabożeństwie powinno wypływać z naszych chęci, a nie z tego, by zdobyć ten podpis.
    Rozumiem, że jakieś obowiązki trzeba mieć, że czegoś trzeba wymagać, ale ten system po prostu się nie sprawdza. Pomijając już te wszystkie moralne kwestie, o których pisałam wcześniej, pozostaje sprawa czysto techniczna - jak odróżnić tego, który chodzi, bo chce, tego, który, co prawda, przyjdzie na tą mszę, ale tylko dla świętego spokoju i podpisu, tego, który przyszedł po podpis bez uczestnictwa w mszy i tego, który sobie ten podpis po prostu z wielką starannością podrobi? No, jak? Ja nie widzę żadnego sposobu, zakładając, że podpis podrobiony jest wierną kopią tego właściwego. Poza tym, bierzmowanie jest nazywane też sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej, a dojrzałość to, między innymi, dokonanie wyboru - niekoniecznie twierdzącego. I wcale nie mam pretensji do księży, bo np. ksiądz, który mnie dwa lata temu przygotowywał, powiedział, że nie każdy musi do bierzmowania przystąpić i że wolałby, gdyby ktoś powiedział, że nie chce i rezygnuje, niż gdyby chodził dla samego chodzenia. Mam w pewnym sensie pretensje do rówieśników - chociaż trudno to nazwać pretensjami w pełnym tego słowa znaczeniu i w sumie nie tylko do rówieśników - dlaczego nie korzystają z prawa, które daje nie tylko Bóg, ale przecież też państwo, które konstytucyjnie zapewnia wolność wyznania. Ludzie dzisiaj mają problem z decyzją, lawirują gdzieś pomiędzy, nie chcąc się odpowiadać po żadnej stronie. Chcesz - wybierasz Chrystusa i robisz to z pełną odpowiedzialnością, nie chcesz - nie idziesz za Nim, układasz sobie życie po swojemu, nie wierzysz w Boga. To naprawdę aż takie trudne? Chyba lepiej tak niż żyć w sprzecznościach, prowadzić jakieś dwutorowe, fałszywe życie i oszukiwać nie tylko Boga, ale też samego siebie.
    "Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3, 15-16)

    OdpowiedzUsuń
  9. W zeszłym roku u mnie w parafii zaczęła się przygotowania do bierzmowania. Jako osoba wyrzekająca się Boga i wszystkiego co związane z religią coś mnie natchnęło i stwierdziłam, że pójdę do Kościoła na msze zobaczyć jak się będę czuła. Poszłam, nie było tak źle, ale byłam obojętna - mimo wszystko zachowałam szacunek dla miejsca. Pewien Ksiądz zaprosił mnie na adorację, poszła - śpiewali - lubię śpiew, więc stwierdziłam, że dla zabicia czasu warto przyjść.. Następnie ten sam Ksiądz zaprosił mnie na wyjazd do Częstochowy na Mszę Św. o uzdrowienie organizowaną przez Wspólnotę Przymierza Rodzin Mamre i tak zaczęła się moja droga nawrócenie. Właśnie na tym spotkaniu Pan Jezus posłał do mnie Księdza - egzorcystę i podczas jego modlitwy nade mną Pan Jezus zaczął mnie uwalniać od wszelkich zniewoleń i sideł zła, którymi byłam spętana. Pan Jezus pokazał mi jak bardzo mnie kocha i właśnie wtedy stałam się całkowicie inną osobą, wtedy już nikt nie był w stanie mi powiedzieć, że Pana Boga nie ma! Stwierdziłam, że będę chodziła na próby i na przygotowania do bierzmowania ale!! (...) :) pod koniec przepiszę się do grupy, która chodzi dłużej! Cóż, później jednak uznałam, że jestem gotowa stać się świadkiem Chrystusa bo Go doświadczyłam! Doświadczyłam Żywego Chrystusa w moim sercu i przy mnie. Dlatego przystąpiłam do owego sakramentu! Jestem szczęśliwa i świadoma swojej decyzji! Chwała Panu!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja w przyszłym roku przyjmę ten sakrament , ale już od 1 klasy gimnazjum uczestniczę w spotkaniach przygotowujących i taki sam problem jest u nas w parafii. Tylko część osób to nawet nie chodzi w ogóle na te spotkania i nie ma ani jednego podpisu.
    Zgadzam się z Tobą ,że nie wszyscy powinni być dopuszczeni do tego sakramentu :)

    OdpowiedzUsuń